Przebodźcowanie - jak sobie poradzić? Jak może pomóc deprywacja sensoryczna? 0
Jak poradzić sobie z przebodźcowaniem? Jak może pomóc deprywacja sensoryczna?

W ostatnim czasie, z każdej strony dochodzą do nas informacje o tym, że w ciągu dnia doświadczamy takiej ilości bodźców, z jaką ludzie pierwotni mieli do czynienia w ciągu całego życia. Słyszmy, że inni są przebodźcowani. Sami też tak o sobie mówimy.

Ale czym to przebodźcowanie tak naprawdę jest i co łączy je z deprywacją sensoryczną? Jak sobie pomóc, kiedy czujemy, że mamy zwyczajnie za dużo na głowie? O tym przeczytasz w tym poście, zapraszam. 

 

CZYM JEST PRZEBODŹCOWANIE? CO TO ZNACZY, ŻE KTOŚ JEST PRZEBODŹCOWANY?

Przebodźcowanie to stan, w którym jesteśmy narażani na przekraczającą nasze zdolności przetwarzania, ilość bodźców sensorycznych. Nadmiar informacji jest nam dostarczany zbyt krótkim czasie. Nasz umysł i ciało są narażone na oddziaływanie wielu bodźców jednocześnie. Bez umiaru eksponujemy się na hałas, zapachy, światło czy dotyk. 

Przebodźcowanie to moment graniczny - wokół nas dzieje się tak dużo, że włącza nam się „hamowanie ochronne”, co oznacza tyle, że nasz organizm ma ochotę się wycofać, pójść spać, zamknąć w sobie.

Mało kto z nas, ma jednak taką możliwość, bo przecież życie się toczy i nikt nie zarobi czy nie pójdzie za nas do pracy. Nie mogąc poradzić sobie z przebodźcowaniem, uciekamy się do emocji złości - złość jest mocno energetyczną emocją, powodującą sprawczość - dlatego włączamy złość, żeby móc funkcjonować jeszcze przez chwilę, i jeszcze, i jeszcze… Ale jak długo można tak wytrzymać? 

W obecnej erze cyfrowej, informacje bombardują nas z każdej strony, więc przebodźcowanie to nie tylko problem dotyczący jednostki, ale aspekt współczesnej kultury i stylu życia, jaki prowadzimy.

Wpływa na nasze możliwości koncentracji, radzenie sobie ze stresem czy utrzymanie równowagi psychicznej. Nie jesteśmy w stanie się tego wyzbyć, dlatego ważne jest zrozumienie zjawiska i zaznajomienie się z dopasowanymi do siebie rozwiązaniami.

 

 

DO CZEGO MOŻE PROWADZIĆ PRZEBODŹCOWANIE U DOROSŁYCH?

  • Problemy z pamięcią - pojawia się rozproszenie uwagi, trudność w zapamiętywaniu informacji i przetwarzaniu myśli
  • Utrata koncentracji - ciągle przełączający się, między różnymi zadaniami, umysł szybko się męczy a my tracimy na efektywności pracy
  • Zmęczenie i wyczerpanie - dotyka nas uczucie chronicznego zmęczenia, które wynika z przeciążenia nerwowego i psychicznego
  • Stres i niepokój - podwyższony kortyzol może skutkować bezsennością, bólami głowy, nadciśnieniem, problemami z układem trawiennym a nawet osłabieniem układu odpornościowego 
  • Zwiększone ryzyko rozwoju zaburzeń psychicznych takich jak depresja, stany lękowe czy zaburzenia adaptacyjne

Kiedy spada nam koncentracja i wytrwałość, nasza praca staje się bardziej odtwórcza a mniej twórcza. Ciężko jest nam wejść w fazę pracy głębokiej.

Emocjonalnie, stajemy się bardziej rozdrażnieni. Pogarszają się nasze zdolności komunikacyjne. Skoro mamy możliwość sprawdzenia informacji na każdy temat, zmniejsza się też zaufanie do innych, co prowadzi do zubożenia relacji społecznych.

Oceniamy zadowolenie z siebie przez pryzmat tego, co widzimy w social mediach. Wysoko stawiamy sobie poprzeczkę, chcemy być perfekcyjni, co jest po prostu niemożliwe i prowadzi do bierności - zamiast działania, tylko czekamy. 

Skoro nadmiar bodźców, powoduje takie konsekwencje, to może warto zastanowić się, jak czulibyśmy się gdyby ich W OGÓLE nie było?

 

 

CZYM JEST DEPRYWACJA SENSORYCZNA?

Wyobraź sobie, że nagle możesz całkowicie odpocząć od wszystkiego, co Cię otacza. Brak dźwięków, świateł a nawet uczucia, że coś dotyka Twojej skóry. To właśnie idea deprywacji sensorycznej.

To proces redukcji lub eliminacji bodźców docierających do naszych zmysłów. Obecnie osiąga się to poprzez umieszczenie osoby w specjalnie zaprojektowanej komorze albo pomieszczeniu, które minimalizuje bodźce zewnętrzne, jednak jeszcze kilka dziesiątek lat temu wyglądało to nieco inaczej. 

 

Jak wyglądały początki deprywacji sensorycznej?

Eksperymenty związane z deprywacją sensoryczną sięgają lat 50. XX wieku. Pierwszym, jawnym programem był ARTICHOKE (karczoch), prowadzony przez kanadyjskiego psychologa prof. Donalda Hebba.

Badani studenci ochotnicy zostali umieszczeni w małych, delikatnie oświetlonych pokojach. Ich zadaniem było leżenie bez ruchu w łóżku i wstawanie tylko wtedy, kiedy potrzebowali skorzystać z toalety. Na oczach mieli gogle, zakrywające otoczenie. Posiłki jedli na brzegu łóżka. Bawełniane rękawiczki eliminowały poczucie dotyku i przyklejona do uszu poduszka w kształcie U w połączeniu z szumem klimatyzacji eliminowała jakiekolwiek dźwięki. 

Mimo, że udział w badaniu był dla studentów dobrze płatny, wielu z nich po kilku dniach, zrezygnowało z powodu doświadczonych wzrokowych czy słuchowych halucynacji.

Prowadzący badania prof. Hebb wykazał, że „w takich warunkach ma miejsce znaczący spadek wydajności intelektualnej i znaczący wzrost podatności na omamy”. Po zakończeniu eksperymentu badani przez wiele tygodni nie mogli dość do siebie.  

Na tym eksperymencie, badania dotyczące deprywacji jednak się nie zakończyły. 

W 1954r. psychiatra i psycholog John C. Lilly zbudował zbiornik, w którym badany, zalewany był wodą o temperaturze ciała. Celem było wrażenie lewitowania. Jednak deprywacja sensoryczna nie była pełna, bo osoba musiała mieć założoną maskę do oddychania pod wodą, więc słyszała ciągłe bulgotanie i syczenie.

To badanie pokazało, że nasz mózg może działać w sensorycznej próżni, ale nie dość sprawnie. Badani mówili o doświadczeniu poczucia nierzeczywistości i przerażającej utracie samoświadomości. Nie byli pewni gdzie są i co się z nimi dzieje. Dochodziło nawet do utrzymujących się tygodniami zaburzeń psychicznych. Nikt nie wytrzymał w zbiorniku dłużej niż 3 godziny. 

 

Czy mózg jest stworzony do odbierania bodźców?

Tak. W normalnych warunkach jest on cały czas zajęty filtrowaniem informacji, dlatego „umieszczenie człowieka w komorze deprywacyjnej i odcięcie go od napływu bodźców wprawia mózg w stan szoku. Nie wie, czym ma się zająć” - twierdzi psycholog dr Mariusz Makowski.

Odcięty od bodźców mózg zaczyna sam wytwarzać sobie różne symulacje tego, co powinno do niego docierać. W efekcie, osoby poddawane deprywacji czują mrowienie czy swędzenie w kończynach, fale gorąca czy lodowate zimno. Pojawiają się halucynacje i derealizacja, czyli utrata poczucia ciała, czasu i przestrzeni. 

 

Deprywacja sensoryczna tak, ale w kontrolowanej ilości

Sytuacja prezentuje się inaczej, kiedy pozwolimy sobie na niewielką dawkę deprywacji. Badania pokazały, że godzinne przebywanie w ciszy i ciemności działa na nasz mózg głównie odprężająco.

Prof. Thomas E. Taylor z Texas A & M University wykazał, że w trakim stanie, mózg może nawet łatwiej przyswajać nowe dane. Sven-Ake Bood ze szwedzkiego Karlstads Universitet pokazał, że krótka deprywacja prowadzi do ustąpienia stanów lękowych i lękowych czy przewlekłego stresu.

 

Deprywacji sensorycznej możesz doświadczyć podczas floatingu

Obecnie, zyskujące na popularności, zbiorniki izolacyjne (nazywane floating) wypełniane są solą Epsom (siarczan magnezu), która pozwala ciału swobodnie unosić się na powierzchni - daje to uczucie nieważkości.

Zbiornik blokuje dostęp wszelkich bodźców - jest całkowicie ciemno i cicho. Woda i powietrze ogrzewane są do temperatury ciała, co pomaga w osiągnięciu relaksu. Unosząc się na wodzie, skupiasz się tylko na oddychaniu. 

 

 

JAKIE KORZYŚCIE DAJE FLOATING?

  • Wykazano, że deprywacja sensoryczna spowalnia wtórne procesy myślowe (myślenie abstrakcyjne, myśli o życiu codziennym) a pozostawia miejsce na procesy podstawowe (intuicyja, wyobraźnia, skupienie na chwili obecnej), co w efekcie wpływa na…
  • Zwiększenie kreatywności oraz poprawę koncentracji i skupienia.
  • Wstępne badania wykazały również, że deprywacja sensoryczna może być przydatna w terapii osób odczuwających silny lęk.
  • Wykazuje się też pozytywny wpływ na jeden z istotnych czynników depresji, czyli na bezsenność.
  • Pomaga również w zachowaniu zdrowia serca oraz naczyń krwionośnych i wspiera w leczeniu kardiologicznym.
  • Zwiększa poczucie szczęścia i rozwija optymizm. 

 

A co oprócz floatingu? 

Rzeczywistość wygląda tak, że mało kto może uciec od wszystkich konsekwencji otaczających nas bodźców, bo przecież chcemy żyć, doświadczać, pracować, spotykać się z ludźmi i robić rozmaite rzeczy.

Jeśli jednak mamy tego świadomość to postarajmy się zadbać o to, aby wprowadzać większą lub mniejszą deprywację sensoryczną do swojej codzienności. I wcale nie chodzi o to, żebyśmy wszyscy wykupili roczne karnety do kapsuły floating’owej. To, co możesz robić każdego dnia to bycie w kontakcie ze sobą.

 

BĄDŹ W KONTAKCIE ZE SWOIM CIAŁEM

Już samo zauważenie tego, że jesteś zmęczona, że masz dosyć, to połowa sukcesu. Świadomość skierowana do ciała i uważna obserwacja siebie w różnych sytuacjach, pozwoli Ci zauważyć lampkę migającą na czerwono i proszącą o odpoczynek.

Wyzwaniem jest fakt, że współcześnie to właśnie my sami narzucamy na siebie, niemożliwe do spełnienia, oczekiwania o byciu ciągle w szczytowej formie, życiowej sprawności, witalności i sile. Kiedy oczekujemy od siebie, aby pracować na 120% normy, odcinamy się od sygnałów z ciała a ono zaczyna krzyczeć.

Pochłonięci aktywnością i bodźcując się od zewnątrz, funkcjonujemy dobrze, ale tylko przez pewien czas. Potem przychodzą bóle głowy, napięcie, problemy gastryczne. Ciało już nie tylko mówi, ale uwidacznia zmęczenie i potrzebę odpoczynku. 

Zadbaj o to, aby było wysłuchane. Obserwuj swoje samopoczucie i stan swojego ciała każdego dnia po przebudzeniu. Monitoruj to, jak czujesz się w ciągu dnia - kiedy zyskujesz energię a kiedy ją tracisz. Zaobserwuj, jaki wpływ na Twoją kondycję mają ludzie, którymi się otaczasz. Ciągną Cię do góry, czy ściągają w dół?

 

ZAPOMNIJ O MULTITASKINGU

Wielozadaniowość wydawała się przełomem funkcjonowania i pracowania na początku XXI wieku. Podobnie jak selekcja informacji. Ale co z tego, że potrafimy wykonać wiele zadań naraz, co z tego, że potrafimy je płynniej selekcjonować, skoro liczba informacji, które musimy w ten sposób przetworzyć, PRZEKRACZA nasze możliwości poznawcze.

Mimo, że wypełniamy każdą godzinę na maksa, nie mamy zwyczajnie sił na analizę, interpretacje czy refleksję nad tym, co robimy.

Co zatem warto robić? Ćwiczyć umysł i skupiać się na jednym zadaniu w jednym momencie.

Za każdym razem, kiedy coś robisz, lekceważ to kuszące uczucie, które przychodzi i zachęca do tego, aby dodać jakąś drugą czynność, „bo przecież jedno nie wyklucza drugiego”. Mogę jeść obiad i słuchać podcastu, ale czy w pełni poczuję smak tego, co jem? Mogę prowadzić auto i rozmawiać z bliską osobą, ale czy będę słuchać jej naprawdę uważnie? Mogę czytać książkę, robiąc paznokcie u kosmetyczki, ale czy to zwyczajnie nie jest przesada? Nie rozpraszają się.

Ćwicz koncentrację, praktykuj uważność. Autorefleksja nad tym, co robisz jest jednym z kluczowych elementów Twojej wewnętrznej motywacji. Kiedy rozumiesz sens i celowość swoich zadań, zwyczajniej lepiej Ci idzie.

 

 

OD PRZEBODŹCOWANIA DO DEPRYWACJI - I CO DALEJ?

Tydzień temu wróciłam z Islandii, gdzie po prostu BYŁAM. Nie czytałam książek, nie słuchałam podcastów, jadłam proste posiłki, nie myślałam o przyszłości, nie planowałam. Obserwowałam wszystko, to co działo się dookoła mnie. A działo się i tak dużo...

Wzburzone fale rozbijały się na pięknych szerokich plażach. Chmury przemieszały się po niebie. Krzyczące ptaki latały między klifami. Wiatr plątał mi włosy. Śnieg w górach zamieniał się w przepiękne wodospady. W wodzie pojawiały się foki i wieloryby.

To doświadczenie nie było by takie samo, gdybym dodała do tego social media, podcasty, książki, plany. 

Przed nami lato. Pewnie wybieracie się do różnych miejsc. Polecam skorzystać z moich praktyk i pozwolić sobie na odrobinę niepełnej, ale jednak korzystnej deprywacji. Gwarantuję, że dzięki nim doświadczycie każdego miejsca na świecie jeszcze LEPIEJ. 

 

Wrócicie wypoczęte, oczyszczone i z d r o w e .

Komentarze do wpisu (0)

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl